Witamy na blogu cutty.dev
Pierwszy wpis. O czym i jak często będziemy tu pisać — i jak nas znaleźć poza blogiem.
Pamiętam wieczór, kiedy po raz setny wklejałem do czatu adres długi jak makaron. Coś z trackingiem, parametrami kampanii, sesją. Ktoś po drugiej stronie napisał: "no weź, skróć to". I wtedy zacząłem szukać czegoś prostego. Otworzyłem trzy popularne skracarki. Pierwsza chciała konta. Druga waliła banerem cookie na pół ekranu. Trzecia działała, ale przy okazji pewnie wiedziała o mnie więcej niż mój dentysta.
Tak narodził się cutty.dev.
Skracarka linków, jaką sam chciałbym mieć. Wklejasz długi adres, dostajesz krótki. Koniec. Bez logowania na start, bez ściany zgód, bez poczucia, że ktoś robi notatki.
A to, co czytasz teraz, to blog. Taki dodatek z boku. Miejsce, gdzie raz na jakiś czas napiszę coś, co nie mieści się w opisie przycisku.
Czego się tu spodziewać
Nie obiecuję wiele, i to celowo. Będzie trochę praktyki: jak wycisnąć z cutty.dev to, co siedzi pod maską. Kody QR. Linki chronione hasłem. Statystyki kliknięć (kiedy naprawdę warto na nie patrzeć, a kiedy to tylko ładny wykres do niczego).
Będzie też kawałek dziennika pokładowego. Dodałem nową funkcję? Napiszę dlaczego akurat tak. Coś przebudowałem? Wytłumaczę, co mi nie pasowało w poprzedniej wersji.
Bez kalendarza. Bez tematów dobranych "pod algorytm". Jest o czym pisać, to piszę. Nie ma, to milczę.
I jeszcze jedno. Każdy tekst piszę dla normalnego człowieka, nie dla maszyny indeksującej. Żadnego żargonu. Żadnych list "47 rzeczy, których konkurencja nie ma". Co działa, jak działa, komu się przyda.
Jeden gość, zero korpo
Za projektem stoi jedna osoba. Ja. Działam jako esejowsky, dorobek leży na esej.space. Nie ma zespołu. Nie ma inwestorów łapiących za rękaw. Nie ma działu marketingu wymyślającego, jak nazwać przycisk.
Praktyczne konsekwencje są takie.
Na maila odpisuję sam, najczęściej tego samego dnia. Decyzję o tym, co dalej z produktem, podejmuję przy kawie i wdrażam, bo nie muszę nikogo przekonywać na spotkaniu. A jak coś się wywali o trzeciej w nocy, to grzebie przy tym ten sam facet, który to napisał. Nie anonimowy ticket numer 4471.
Jest też druga strona medalu, i powiem wprost. Nie mam SLA. Nie mam supportu 24/7. Nie mam "enterprise sales". Jeśli jesteś korporacją z procedurą na procedurę, to po prostu się nie dogadamy. Ale jeśli jesteś freelancerem, prowadzisz małą firmę albo chcesz po ludzku skrócić parę linków, to trafiłeś dobrze.
Napisz, naprawdę odpisuję
[email protected]. Tyle. Zwykle odpowiedź wraca w parę godzin.
Pisz śmiało o wszystko: pytanie o funkcję, zgłoszenie buga, "fajnie by było, gdyby...", a nawet zwykłe "używam od pół roku, dzięki, działa". Krytykę też biorę. Czasem z niej wychodzą najlepsze rzeczy.
Jak chcesz spróbować, zanim cokolwiek napiszesz, wklej swój link na stronie głównej i zobacz, ile to zajmuje. Konto niepotrzebne. Karta niepotrzebna. Reklam nie zobaczysz, bo ich tu nie ma.
Gdybyś wolał mieć panel z historią linków i eksportem do CSV, jest darmowe konto na /signup. A jak coś jest niejasne, /docs tłumaczy każdą funkcję bez ściemy.
Tyle na pierwszy raz. Następny wpis pojawi się wtedy, kiedy będzie o czym gadać. Nie wcześniej.