T.ly vs cutty.dev — szczere porównanie dwóch skracarek
T.ly alternatywa: szczere porównanie dwóch skracarek URL. Jurysdykcja danych, hosting w UE, hashowane IP i podmienialny cel linku — kiedy co wybrać.
Jeden klik. Tyle wystarczy, żeby T.ly zapisał czyjś adres IP po drugiej stronie Atlantyku. A jeśli prowadzisz newsletter dla 4 tysięcy subskrybentów w UE, to jest 4 tysiące takich kliknięć miesięcznie, które przechodzą przez amerykańską jurysdykcję, zanim zdążysz się zastanowić.
Masz konto w T.ly. Eksportujesz CSV, wpiąłeś API w skrypt, działa. I nagle ktoś z działu prawnego pyta, gdzie te dane fizycznie leżą. Wtedy zaczyna się rozmowa, której wolałbyś uniknąć.
To nie jest tekst o tym, że T.ly jest zły. Bo nie jest. To dojrzała, amerykańska skracarka, która robi swoje. cutty.dev to mniejszy europejski gracz z inną listą priorytetów. Poniżej zestawiam jedno z drugim uczciwie: gdzie T.ly wygrywa, gdzie traci i kiedy realnie opłaca się szukać alternatywy dla T.ly.
Skąd się to wzięło
T.ly urósł wtedy, gdy duzi gracze zaczęli zamykać darmowe plany. Przygarnął uciekinierów, którzy chcieli czegoś taniego i z API. I trzeba przyznać: dowozi. Rozszerzenie do przeglądarki, masowe skracanie, edytowalny back-half, statystyki. Szukasz po prostu „skracarki z panelem, która działa"? Temat zamknięty.
Schody zaczynają się przy wymaganiach, które w 2026 przestały być fanaberią. Gdzie leżą dane. Czyje prawo nimi rządzi. Co dokładnie zapisujecie o osobie, która kliknęła.
Tu jest ta prawdziwa różnica, nie w liczbie przycisków
T.ly działa pod prawem USA. To znaczy ekspozycja na CLOUD Act i cały amerykański tryb dostępu do danych. Niezależnie od tego, jakie mają intencje (a pewnie dobre).
Dla połowy projektów to kompletnie bez znaczenia. Skracasz link do mema, kogo to obchodzi. Ale agencja obsługująca klienta z sektora publicznego? Newsletter medyczny? Ktoś, kto po prostu nie ma ochoty tłumaczyć prawnikom transferu danych za ocean? Czerwona lampka.
cutty.dev siedzi po drugiej stronie tej linii. Hosting trzyma się w UE, więc dane i logi nie wyjeżdżają poza europejską jurysdykcję. IP odwiedzającego nie leży w postaci jawnej, tylko zahashowane. Liczy się unikalne kliknięcie, ale nie składasz z tego profilu konkretnego człowieka. Statystyki dają ci liczby (kliknięcia, kraj, źródło), a nie cyfrowy odcisk palca.
Tę różnicę naprawdę czuć dopiero, gdy ktoś zażąda od ciebie rejestru czynności przetwarzania. Z zahashowanym IP i serwerem w Europie ta rozmowa trwa minutę.
Konto na wejściu
T.ly chce konta praktycznie do wszystkiego, co ma sens. Sama w sobie to nie wada. Ale podnosi próg: zanim cokolwiek przetestujesz, już zakładasz profil.
W cutty podstawowe rzeczy zrobisz bez przymusowej rejestracji. Skracasz, sprawdzasz, czy narzędzie ci leży, dopiero potem decydujesz. Robiłeś kiedyś migrację linków z jednej platformy na drugą? To wiesz, że najdroższe nie są pieniądze, tylko martwe linki rozsiane po starych materiałach. Z których nigdy nie wyłapiesz wszystkich. Dlatego skracarkę warto traktować jak coś, z czego da się wyjść bez krwi.
Funkcja, która ratuje kampanie
Jedna rzecz robi różnicę w codziennej robocie: podmienialny cel linku. Ten sam krótki adres przekierujesz gdzie indziej już po publikacji.
Wyobraź sobie ulotkę z nadrukowanym kodem QR. Landing padł albo URL produktu się zmienił. Zamiast dodrukowywać tysiąc sztuk:
cutty.dev/promo-wiosna → (dziś) /lp/oferta-A
cutty.dev/promo-wiosna → (jutro) /lp/oferta-B
Kod na papierze zostaje, cel zmieniasz w panelu w pięć sekund. T.ly też pozwala edytować część linków, fakt. Tyle że w cutty to nie dodatek, a rdzeń: krótki link, QR i markowa końcówka jako jeden trwały punkt wejścia, który przeżyje każdą przeprowadzkę po stronie docelowej.
Czytelna końcówka zamiast krzaków
t.ly/x7Kq kontra cutty.dev/twoja-marka. Czytelny slug to wyższy CTR i mniej nieufności. Ludzie klikają w to, co rozumieją. Drobiazg? W treści publicznej akurat nie.
Komu zostać, komu się przesiąść
Bez owijania, jednego zwycięzcy tu nie ma.
Zostań przy T.ly, jeśli żyjesz z rozbudowanego API, masz już wpięte integracje i kwestia jurysdykcji danych po prostu cię nie dotyczy. Wtedy zmiana to strata czasu.
Przeskocz na cutty jako alternatywę dla T.ly, jeśli zależy ci na hostingu w UE, zahashowanym IP, braku przymusu konta na start i na tym, żeby ten sam link przetrwał zmianę celu bez przedruku materiałów. Chcesz to po prostu zobaczyć na żywym przykładzie? Załóż pierwszy markowy link w cutty.dev, zajmie ci to mniej niż przeczytanie tego akapitu.
Najgorsza opcja jest tylko jedna: wybrać w ciemno, nie wiedząc, co właściwie podpisujesz po stronie danych.