Przejdź do treści
cutty.dev
Wszystkie posty

Statystyki kliknięć — co realnie mówią o twoim linku (i czego nie da się z nich wyczytać)

Skrócony link liczy każde kliknięcie. Pokazujemy jak czytać te dane, czym różni się klik od kliknięcia unikalnego, i czemu statystyk linku nie znajdziesz w zwykłej analityce strony.

Czy ktokolwiek kliknął w twój link? Bez statystyk kliknięć: zgadujesz. Z nimi masz odpowiedź na stole. Ile osób, o której, z jakiej strony przyszły.

Tylko że same liczby to za mało. Trzeba je umieć przeczytać. Inaczej łatwo wyciągnąć wniosek, który brzmi mądrze, a jest po prostu fałszywy.

Dwie liczby, które ludzie mylą najczęściej

Wchodzisz w panel i widzisz: 200 kliknięć, 80 unikalnych. Co to znaczy?

Kliknięcia łącznie to każde wejście. Wszystkie. Jeśli jedna osoba otworzy link pięć razy, masz pięć kliknięć od jednej osoby.

Unikalne to ilu różnych ludzi w to weszło. Liczonych z grubsza, po urządzeniu i sieci, więc to przybliżenie, nie pomiar co do głowy.

Wracając do tych 200 przy 80 unikalnych. Część ludzi wracała do linku. Po dwa, trzy razy. I to nie jest błąd licznika. To raczej dobry znak, bo ktoś wracał, znaczy treść była warta drugiego spojrzenia.

Skąd ten ruch w ogóle przyszedł

Przyzwoity licznik pokaże ci źródło, czyli referer. Facebook, Google, wpisane ręcznie. I tu pułapka, bo bardzo często zobaczysz wielką górkę ruchu opisaną jako „bezpośredni".

To zwykle nie znaczy, że ludzie wklepywali twój link z palca. Po prostu spora część aplikacji nie przekazuje źródła. Komunikatory, niektóre klienty pocztowe, część czytników. Link z SMS-a? Prawie zawsze wyląduje w „bezpośrednich". Link z bio na Instagramie? Podobnie.

Więc kiedy zobaczysz pół ruchu jako bezpośredni, nie panikuj. To norma, nie usterka.

Czego ten panel ci nie powie

Teraz część, którą warto powiedzieć wprost, żeby nie budować planu na czymś, czego tam nie ma.

Statystyki linku nie wiedzą, co człowiek zrobił po kliknięciu. Kupił? Zapisał się? Wyszedł po sekundzie? Link rejestruje wejście i tyle. Reszta to już robota analityki na samej stronie docelowej.

Nie powiedzą ci też, kim ten ktoś jest. Porządna skracarka nie identyfikuje osób, i dobrze. W cutty.dev adres IP trafia do licznika w postaci zahaszowanej, więc dostajesz statystykę, a nie kartotekę konkretnych ludzi.

„Dlaczego nie widzę tego w Google Analytics?"

Bo Analytics liczy odsłony stron, na których siedzi jego skrypt. A skrócony link to nie strona. To przekierowanie.

Działa tak: przeglądarka pyta o krótki adres, dostaje adres docelowy i od razu tam leci. Nie ładuje po drodze żadnej pośredniej strony ze skryptem śledzącym. Nie ma czego policzyć w Analytics, bo nie ma odsłony.

Te dane żyją gdzie indziej. Po stronie skracarki, w jej własnym panelu. To nie awaria. Tak po prostu działa każde przekierowanie na świecie.

Gdzie te liczby naprawdę zarabiają na siebie

Pojedyncza liczba mówi mało. Statystyki kliknięć robią się ciekawe dopiero, gdy je z czymś zestawiasz.

Ten sam wpis, wrzucony rano i wieczorem. Który termin zebrał więcej wejść? Już wiesz, kiedy publikować następnym razem.

Albo: ten sam cel, ale dwa osobne krótkie linki. Jeden ląduje w newsletterze, drugi na Instagramie. Po tygodniu widać czarno na białym, który kanał faktycznie dowozi ruch, a który tylko wygląda na aktywny.

Każdy link skrócony na cutty.dev zaczyna liczyć od pierwszego kliknięcia, bez ustawiania czegokolwiek i bez doklejania skryptów. To tani sposób, żeby decydować na podstawie tego, co się stało, a nie tego, co ci się wydaje.

A jeśli masz teraz w głowie jeden link, o którym od dawna myślisz „ciekawe, czy to w ogóle działa", to chyba znak, żeby wreszcie sprawdzić.