Short.io vs cutty.dev — co wybrać do markowych linków
Short.io alternatywa pod lupą: gdzie lądują dane, ile płacisz za wolumen i czym różnią się statystyki. Konkretne porównanie do markowych linków.
Pierwszy raz podpiąłem Short.io pod własną domenę chyba ze trzy lata temu, na kampanię dla klienta z branży kosmetycznej. Działało od ręki, ładny panel, linki typu marka.link/promo robiły dobre wrażenie na prezentacji. Byłem zadowolony. Aż do momentu, kiedy klient (a konkretnie jego dział prawny) zadał jedno proste pytanie: "gdzie zapisują się te kliknięcia?".
I tu się zaciąłem. Bo nie wiedziałem. Zacząłem grzebać i okazało się, że logi siedzą na infrastrukturze poza UE, a ja właśnie obiecałem w mejlu, że "dane zostają w Europie". Niezręcznie.
Od tego pytania zaczęła się moja zabawa w porównywanie skracarek. Więc jeśli szukasz świadomej short.io alternatywy, to nie będzie laurka. Pokażę Ci po prostu, gdzie te dwa narzędzia naprawdę się rozjeżdżają.
Na poziomie podstaw to bliźniaki
Obie usługi robią dokładnie to samo, kiedy zerkniesz powierzchownie. Bierzesz swoją domenę, podpinasz, klepiesz markowe linki. Koniec. Różnica siedzi w trzech miejscach i dopiero tam się robi ciekawie: gdzie leżą dane, ile za to płacisz i co właściwie zbierasz o ludziach, którzy klikają.
Short.io to dojrzały, amerykański produkt. Duży, sprawdzony, z latami rozwoju za sobą. Cutty.dev jest mniejszy, europejski i z premedytacją zbiera o użytkownikach jak najmniej. To nie jest historia "Dawid kontra Goliat". To po prostu dwa różne modele i pytanie brzmi, który pasuje do tego, co robisz.
Gdzie fizycznie ląduje każdy klik
Większość ludzi nigdy o to nie pyta. A potem przychodzi audyt albo umowa z większym klientem i nagle to pytanie wraca jak bumerang (z mojej historii powyżej wiesz już, jak to smakuje).
Każde kliknięcie to żądanie HTTP. Z czyimś IP, user-agentem, referrerem. To wszystko musi gdzieś wylądować i gdzieś zostać zapisane. Short.io działa globalnie, z infrastrukturą poza Unią. Jeśli prowadzisz kampanię dla firmy, która ma w kontrakcie przetwarzanie danych w UE, to samo "mamy podpisane DPA" bywa za słabe. Audytor zapyta o to jedno: gdzie ten log fizycznie siada.
W cutty.dev przekierowanie obsługuje serwer w Unii. A IP nie trafia do bazy w surowej postaci, jest hashowane jeszcze zanim cokolwiek się zapisze. W praktyce wygląda to tak:
Short.io → klik → log z pełnym IP na infrastrukturze globalnej
cutty.dev → klik → IP hashowane → statystyka bez surowego identyfikatora
Pracujesz z sektorem publicznym, ze zdrowiem albo z finansami w Polsce czy UE? Wtedy to nie jest kosmetyka. To różnica między godziną tłumaczenia się audytorowi a krótkim "nie ma tematu".
Statystyki, czyli profil kontra zwykłe liczby
Short.io sypie analityką. Wykresy geo, urządzenia, czasem podpięcie pod trackery. Dostajesz dużo. Płacisz za to jednak walutą, której nie widać w cenniku: budujesz profil osoby, która kliknęła.
Cutty.dev idzie w przeciwną stronę. Masz liczbę kliknięć, rozkład w czasie, z grubsza kontekst. Bez sklejania tego w sylwetkę konkretnego człowieka. Do raportu kampanii w stylu "ile, kiedy, mniej więcej skąd" to spokojnie starcza. Jeśli za to budujesz remarketingowe lejki schodzące do pojedynczego użytkownika, Short.io da Ci więcej. Z całym tym bagażem zgód, który się do tego przykleja.
Za co tak naprawdę płacisz
Bądźmy szczerzy. Short.io ma darmowy plan i to dobry darmowy plan. Tyle że markowe domeny, większe wolumeny i funkcje zespołowe szybko wpychają Cię w abonament rozliczany co miesiąc, często per liczba linków albo kliknięć. Więcej kampanii, wyższy rachunek. Prosta matematyka.
Zanim cokolwiek zmienisz, usiądź i policz na sucho:
- ile markowych domen faktycznie podpinasz (u mnie wyszło, że dwie, choć płaciłem jakbym miał dziesięć)
- ile linków robisz w miesiącu, a ile to jednorazowe strzały
- czy płacisz za analitykę, do której potem nawet nie zaglądasz
- czy limit kliknięć w planie nie utnie Ci akurat tej jednej kampanii, która chwyciła
Jeśli z tej listy wyłazi, że dorzucasz głównie za rozbudowany dashboard i "team seats", a potrzebujesz solidnego redirectu z markową końcówką, to klasyczny moment, żeby rozejrzeć się za short.io alternatywą, która nie windruje ceny tak ostro. Cutty.dev celuje właśnie w ten scenariusz.
Czego cutty.dev wcale nie udaje
Żeby nie zrobiło się z tego nabijanie balona: Short.io ma kilka rzeczy, których cutty.dev świadomie nie goni.
- Głębokie integracje i API klasy enterprise. Webhooki, rozbudowane SDK, automatyzacje pod duże zespoły marketingowe.
- Zaawansowane targetowanie przekierowań. Kierowanie po kraju czy urządzeniu, na wielu warunkach naraz.
- Dojrzały ekosystem. Wtyczki, gotowe konektory, lata supportu korporacyjnego.
Jest natomiast jedna rzecz, którą cutty.dev robi naprawdę zgrabnie, a ludzie ją notorycznie przegapiają. Podmienialny cel linku. Wydrukowałeś marka.link/menu na ulotkach, zakleiłeś tym kod QR na stojaku w lokalu, a potem zmieniasz, dokąd to prowadzi. Bez przedruku. Raz wpadłem na tym przy menu restauracji, które zmieniło się dzień po druku ulotek, i ta jedna funkcja uratowała mi tysiąc wydrukowanych kartek. Plus markowa końcówka i kod QR generowany od ręki, bez doklejania trzeciego narzędzia do układanki.
To kto wygrywa?
Nie ma jednej odpowiedzi. Jest decyzja, którą musisz podjąć sam.
Zostań przy Short.io, jeśli żyjesz z głębokiej analityki per-user, z integracji enterprise i nie spędza Ci snu z powiek ani infrastruktura poza UE, ani abonament, który rośnie razem z Tobą.
Przejdź na cutty.dev, jeśli chcesz markowe linki, redirect w Unii, hashowane IP, statystyki bez profilowania i ten podmienialny cel. I nie chcesz dopłacać do panelu, w który zaglądasz raz na kwartał.
A najprościej? Weź swoją domenę, postaw jeden markowy link po obu stronach i porównaj to z aktualnym rachunkiem. Czasem "mniej" okazuje się dokładnie tym, czego potrzebowałeś. A czasem nie i to też jest dobra odpowiedź.