Linki na targach: krótkie URL-e i kody QR, które zbierają kontakty
Jak przygotować linki na targach: markowe końcówki, skanowalne kody QR, podmiana celu po evencie i zbieranie kontaktów bez profilowania. Praktyczny poradnik.
Każdy poradnik o targach mówi to samo: drukuj ulotki, rozdawaj wizytówki, miej ładny roll-up. Moim zdaniem to wyrzucanie pieniędzy w błoto.
Bo zastanów się przez chwilę. Ktoś przystaje przy twoim stoisku. Masz może czterdzieści sekund jego uwagi, zanim ruszy dalej. Wciskasz mu wizytówkę. Ona ląduje w torbie z reklamówkami, długopisami i trzydziestoma innymi wizytówkami. Wieczorem w hotelu nikt tej torby nie rozpakowuje. I tyle.
A ty na drugi dzień nie masz pojęcia, czy ktokolwiek z setki rozdanych papierków faktycznie wszedł na twoją stronę. Zero danych. Strzelasz w ciemno i nazywasz to marketingiem.
Papier nie kłamie. On po prostu nic nie mówi
Ulotka jest ślepa. Nie wiesz, ile osób ją wzięło z grzeczności, ile od razu wyrzuciło, ile naprawdę coś z nią zrobiło. Krótki link z kodem QR działa zupełnie odwrotnie. Telefon, skan, otwarte. Sekunda. I zostaje ślad, który da się policzyć.
Tylko jeden warunek: zrób to wcześniej. Linki na targach przygotowane w domu, na spokojnie, a nie sklejane w panice na hali, gdzie WiFi i tak pada o jedenastej. Wydrukuj. Przetestuj na dwóch różnych telefonach (Android i iPhone czytają QR-y odrobinę inaczej). Dopiero potem pakuj walizki.
Jeden link na całość to strata danych
Tu większość ludzi się potyka. Wrzucają jeden QR na roll-upie, prowadzący do strony głównej, i myślą, że robota zrobiona. Nie jest. Tracisz wtedy najważniejszą informację: skąd właściwie przyszedł ruch.
Lepiej rozbić to na osobne markowe końcówki, każda pod inny punkt styku:
cutty.dev/targi-katalog → PDF z ofertą
cutty.dev/targi-demo → umówienie demo
cutty.dev/targi-promo → kod rabatowy ważny do końca eventu
Taka końcówka mówi sama za siebie. Na ulotce i w statystykach. Po targach zaglądasz w liczby i od razu widać, że „demo" zebrało 60 skanów, a „katalog" ledwie 8. To nie jest abstrakcja. To konkretna wskazówka, co poprawić na kolejnym evencie i czego ludzie naprawdę chcieli.
Kod, który zeskanujesz z trzech metrów
Drukowany QR rządzi się innymi prawami niż ten na ekranie laptopa. Kilka rzeczy, które realnie decydują o tym, czy ktoś go w ogóle złapie:
- Rozmiar. Minimum 2×2 cm na wizytówce. Na roll-upie nie schodź poniżej 8 cm. Reguła kciuka, którą warto zapamiętać: odległość skanowania to mniej więcej dziesięciokrotność boku kodu.
- Kontrast. Ciemny kod, jasne tło. Koniec dyskusji. QR wybarwiony na firmowy granat na ciemnym tle wygląda może i elegancko, ale nie skanuje się w ogóle. Widziałem to na żywo nie raz.
- Margines. Zostaw biały oddech dookoła (po angielsku „quiet zone"). Bez tego tło wchodzi w odczyt i czytnik głupieje.
- Krótki cel. Im krótszy URL siedzi w QR-ze, tym rzadszy i prostszy wzór. Łatwiej go złapać.
cutty.dev/targi-demokoduje się o niebo prościej niż jakiś potworek z dziesięcioma parametrami.
Drobny plus: w cuttym wygenerujesz QR razem z linkiem za jednym razem, więc nie skaczesz między trzema narzędziami i nie sklejasz tego ręcznie.
Funkcja, która ratuje wydrukowany roll-up
A teraz rzecz, dla której w ogóle warto puszczać QR przez krótki link. Roll-up kosztuje. Drukujesz go raz na sezon, czasem rzadziej. I co, jeśli po targach chcesz zmienić to, dokąd prowadzi kod?
Normalnie: przedruk, kolejny rachunek. Z krótkim linkiem podmieniasz sam cel. Bez ruszania druku.
Jak to wygląda w praktyce:
- Na targach
cutty.dev/targi-promoprowadzi na landing z kodem na -20%. - Promocja się kończy. Tym samym linkiem kierujesz już na zwykłą ofertę albo zapis do newslettera.
- Ten sam roll-up jedzie na następny event. Przepinasz cel na nową kampanię i lecisz dalej.
Jeden wydruk, wiele żyć. Przy kilku targach w roku to się realnie składa na konkretną oszczędność.
Leady bez budowania teczek na ludzi
Targi to nie tylko ruch na stronę. To kontakty. Zamiast zeszytu, do którego z błędami przepisujesz maile (a potem nie umiesz odczytać własnego pisma), postaw cutty.dev/targi-kontakt prowadzący do prostego formularza zapisu. Człowiek skanuje, wpisuje adres z własnego telefonu, gotowe. Zero przepisywania bazgrołów po evencie.
I jedna rzecz, jeśli zależy ci na tym, żeby traktować ludzi po ludzku. Cutty liczy skany i kliknięcia, owszem, ale robi to bez śledzenia poszczególnych osób. Adresy IP idą przez hash, serwery stoją w Europie, dane nikogo nie lecą za ocean. Dostajesz liczby (ile skanów, kiedy, z którego materiału) i nic ponad to. Na stoisku, gdzie ktoś podaje ci kontakt patrząc w oczy, takie podejście po prostu pasuje. Trudno potem ściskać komuś dłoń, wiedząc, że za plecami budujesz na nim profil reklamowy.
Zanim spakujesz walizki
- Osobny markowy link na każdy materiał: roll-up, wizytówka, ulotka, ekran.
- QR wygenerowany, wydrukowany w sensownym rozmiarze, przetestowany na dwóch telefonach.
- Każdy cel sprawdzony. Żaden link nie prowadzi w pustkę.
- Plan, co podmienić w celach po zakończeniu eventu.
- Formularz kontaktowy gotowy pod własnym linkiem.
I jeszcze coś, o czym mało kto pamięta. Po targach usiądź do statystyk i sprawdź nie tylko które końcówki żyły, ale też o której godzinie był szczyt skanów. Bardzo często to godziny prelekcji odbywających się tuż obok twojego stoiska. Ludzie wychodzą z sali, mijają cię, skanują. Dobrze wiedzieć, kiedy mieć obsadzone stoisko na następny raz.
Targi nie nagradzają tego, kto rozda najwięcej papieru. Nagradzają tego, kto po wszystkim wie, co się naprawdę wydarzyło.