Przejdź do treści
cutty.dev
Wszystkie posty

Kod QR na bilecie i wejściówce na wydarzenie — jak to ogarnąć prosto

Kod QR na bilet na wydarzenie bez drogiego ticketingu: prosty przepis, podmienialny link, czytelny wydruk i statystyki wejść bez profilowania gości.

Trzy sekundy. Tyle trwa wpuszczenie jednej osoby, gdy kod QR na bilecie działa jak należy. A teraz pomnóż przez 200 gości na konferencji. Przy trzech sekundach na głowę cała kolejka schodzi w jakieś dziesięć minut. Przy trzech minutach (bo kody się nie wczytują, ekrany przygasły, ktoś szuka PDF-a w mailu sprzed miesiąca) robi się godzina i nerwy na bramce.

Tu nie chodzi o estetykę. Kod QR na bilecie na wydarzenie albo upłynnia wejście, albo zatyka je tak, że ludzie marzną na zewnątrz. Pokażę ci, jak zrobić ten pierwszy wariant. Bez drogiego ticketingu i bez kombinowania.

Co ten kod ma właściwie robić

Zacznijmy od rozróżnienia, które oszczędzi ci sporo bólu. Kod QR na bilecie potrafi dwie rzeczy.

Może prowadzić do strony. Widok biletu, program, mapa sali, formularz meldowania. Po prostu link zaszyty w kwadracikach.

Albo może nieść unikalny identyfikator. Losowy ciąg, który twój system odczytuje i sprawdza w bazie, czy ten konkretny bilet już przeszedł przez bramkę. To już pełny ticketing z walidacją.

Dla wydarzeń do paru setek osób ten pierwszy wariant załatwia jakieś 90% sytuacji. Każdy dostaje jeden link, kod prowadzi pod ten link, a ty przy wejściu sprawdzasz wzrokiem nazwisko albo numer. Żadnego backendu. Żadnej aplikacji. Żadnego serwera, który lubi paść akurat w sobotę o 18:00.

Jeden link, jeden kod na osobę

Robisz warsztat na 80 osób. Zanim wygenerujesz kod z surowego, długiego adresu, skróć go. Krótki link daje rzadszy kod, mniej gęste kwadraciki, lepszy druk i pewniejszy skan ze zmiętej kartki albo z ekranu, który ktoś przyciemnił do zera.

W cutty to jeden ruch: wklejasz docelowy adres, dostajesz krótki link, a kod QR robi się od razu z tego linku. Końcówkę możesz dać markową, żeby na bilecie wyglądał wiarygodnie, a nie jak losowy skracacz z reklamy:

https://cutty.dev/warsztat-czerwiec/wejscie

Taki kod wrzucasz w szablon biletu (Canva, dokument, co tam masz) i drukujesz albo wysyłasz mailem. Tyle.

Podmienialny cel, czyli ratunek na dzień przed

Jest jedna rzecz, którą docenisz dopiero w praniu. Wydrukowałeś 200 biletów, a dzień przed wydarzeniem zmienia się sala. Albo godzina rejestracji. Gdyby kod prowadził wprost do starego adresu, masz 200 kawałków makulatury.

Przy krótkim linku kod QR zostaje ten sam, a ty zmieniasz tylko to, dokąd prowadzi. Z panelu, w jakieś dziesięć sekund. Wydrukowane bilety dalej działają, otwierają już aktualną stronę. To samo cię ratuje, gdy event się przesuwa albo gdy przenosisz program na inną podstronę.

A jeśli naprawdę musisz liczyć wejścia

Bywa, że jeden bilet ma wpuścić dokładnie jedną osobę i ani razu więcej. Wtedy potrzebujesz unikalnego kodu dla każdego. Minimalny schemat wygląda tak:

  1. Generujesz listę losowych identyfikatorów (evt-a7f3k9, evt-m2x8qp i tak dalej).
  2. Każdy podpinasz pod osobny krótki link prowadzący do widoku „bilet ważny".
  3. Na bramce skanujesz, a człowiek przy wejściu odhacza nazwisko na liście.

Pełną automatyczną walidację, to całe „już użyty / jeszcze nie", da ci dopiero dedykowany system ticketingowy. Ale na kameralne wydarzenie lista w arkuszu plus skan telefonem robią tę robotę za zero złotych. Naprawdę.

Cztery rzeczy, które zabijają kod na bramce

Kody QR sypią się zawsze z tych samych powodów. Z doświadczenia:

  • Za mały wydruk. Schodź nie niżej niż ok. 2,5–3 cm boku. Mniejszy, a skaner zaczyna się męczyć przy słabym świetle.
  • Za niski kontrast. Kod na kolorowym tle albo na zdjęciu to proszenie się o problemy. Czarny na białym. Zawsze.
  • Brak marginesu. Kod potrzebuje białej ramki dookoła (tzw. quiet zone). Wciśnięty pod samą krawędź grafiki potrafi się nie wczytać.
  • Długi link. Im więcej znaków, tym drobniejsze kwadraty. Skrócony adres = czytelniejszy kod. Wracamy do punktu z początku.

I jeszcze jedno, banalne, a ludzie o tym zapominają: przetestuj wydrukowany bilet trzema różnymi telefonami, zanim wyślesz cokolwiek dalej. Papier to nie ekran. To, co ślicznie wygląda w podglądzie, na wydruku potrafi się uprzeć i nie chcieć wczytać.

Ilu naprawdę przyszło

Jest jeszcze efekt uboczny, całkiem przyjemny. Skoro kod prowadzi przez krótki link, masz przy okazji licznik. Widzisz, ile razy bilet otwarto i mniej więcej kiedy. Bez budowania profilu gościa, bez zakładania mu konta, bez śledzenia po całym internecie. cutty trzyma to na serwerach w UE i nie zapisuje surowego IP, co przy biletach (gdzie w grę wchodzą dane ludzi, którzy przyszli na twój koncert czy szkolenie) ma znaczenie.

To realna różnica wobec wpięcia pierwszego lepszego generatora QR z reklamą i nieznanym przekierowaniem w środku. Przy wejściówkach, gdzie wszystko stoi na zaufaniu, takie rzeczy się liczą.

Zrób ten kod i podmienialny link pod nim w cutty.dev, zanim odpalisz druk całej puli. Bo poprawienie czegoś po wydrukowaniu 200 sztuk to już zupełnie inna rozmowa.