Dub vs cutty.dev — alternatywa dla Dub dla tych, którzy się wahają
Myślałeś o Dub? Zobacz, gdzie wygrywa, a kiedy lżejsza alternatywa dla Dub jak cutty.dev daje czyste, prywatne linki w UE bez przerostu formy.
Połowa internetu poradzi ci: "weź Dub, to nowoczesna skracarka, open source, śliczny dashboard". I wiesz co? W większości przypadków to rada nietrafiona. Nie dlatego, że Dub jest zły. Dlatego, że dajesz sobie na głowę narzędzie zbudowane dla kogoś zupełnie innego niż ty.
Zaraz wyjaśnię, o co mi chodzi.
Dla kogo naprawdę jest Dub
Dub to nie jest "skracarka linków" w sensie, w jakim większość ludzi rozumie skracarkę. To platforma marketingowa. Link in bio, programy partnerskie, śledzenie konwersji, wpięcie w Segment i Stripe'a, API dla zespołów. Maszyna do atrybucji sprzedaży.
Jeśli prowadzisz growth w startupie SaaS, masz afiliantów do rozliczenia i chcesz wiedzieć, że klik z konkretnego źródła zamienił się w 49 zł przychodu — Dub robi to dobrze. Serio. To jego żywioł.
Tylko że ta moc ma cenę, i nie mówię tu o cenniku per-seat (choć on też istnieje, razem z limitami kliknięć i linków w planach). Mówię o tym, co dostajesz w pakiecie, czy chcesz, czy nie:
- conversion tracking, który z natury profiluje ruch. Cookie, fingerprint, mapowanie człowieka na konwersję.
- self-hosting, który brzmi pięknie na landingu, a w praktyce znaczy Postgres, Tinybird (czyli ClickHouse), Redis i Vercel. To nie jest "docker run i po sprawie".
- infrastrukturę i tracking domyślnie zaszyte w ekosystemie amerykańskim.
I tu jest mój punkt sporny z tym całym chórem doradzającym Dub. Większość ludzi, którzy o nim myślą, potrzebuje może jednej piątej tego, co Dub oferuje. Reszta to balast, za który płacisz czasem, prywatnością i tłumaczeniem klientowi, gdzie lecą jego dane.
Co robi cutty.dev, a czego Dub nie udaje
cutty.dev nie próbuje być platformą afiliacyjną. Robi jedno: skraca i ogarnia linki, z prywatnością wbudowaną w fundament zamiast doklejoną gdzieś w ustawieniach jako opcja.
I to jest cała różnica filozoficzna. Dub liczy konwersje. cutty liczy kliknięcia, ale nie buduje przy tym profilu osoby. IP odwiedzającego idzie przez hash, nie ma ciasteczka, które śledzi cię przez pół sieci, nie ma fingerprintingu. Dostajesz to, co realnie jest ci potrzebne: ile kliknięć, skąd, jaki referrer. Bez zamiany każdego klikającego w rekord w bazie.
Konsekwencja praktyczna? Banner cookie prostszy, ocena ryzyka RODO krótsza. Trudno bronić danych, których nie zbierasz.
A skoro o danych mowa: u cutty siedzą w Unii. Nie jako przełącznik w planie enterprise, tylko jako stan domyślny. Jeśli twój klient, twój prawnik albo twoja własna zasada brzmi "dane w UE", to masz to od razu. Bez DPA z dostawcą zza oceanu, bez sprawdzania, na którym kontynencie Tinybird przelicza twój ruch.
No i jeszcze jedno, banalne, a robi różnicę na co dzień. Nie ma tu planu na cztery bazy danych. Rzeczy, których faktycznie używasz, działają od ręki:
- podmienialny cel linku. Ten sam krótki adres prowadzi dziś tu, jutro gdzie indziej. Ulotek nie przedrukowujesz.
- markowa końcówka, żeby link niósł twoją nazwę, a nie losowy ciąg znaków.
- kod QR generowany razem z linkiem. Do druku, do offline.
- statystyki, które nie zostawiają długu prywatnościowego.
Na sucho, bok w bok
| Co | Dub | cutty.dev |
|---|---|---|
| Główny cel | platforma growth + afiliacja | skracanie linków z prywatnością |
| Tracking | conversion + profilowanie | kliknięcia, IP hashowane |
| Hosting danych | ekosystem US (domyślnie) | UE |
| Self-host | Postgres+ClickHouse+Redis | niepotrzebny, działa od ręki |
| Krzywa wejścia | wysoka | minutowa |
| Kiedy wygrywa | rozliczasz afiliantów i przychód | chcesz czystych linków bez balastu |
Jedno pytanie i masz odpowiedź
Nie ma co rozkminiać godzinami. Zadaj sobie jedno: rozliczasz pieniądze przez te linki, czy tylko kierujesz nimi ruch?
Rozliczasz? Afilianci, prowizje, atrybucja przychodu do konkretnego źródła? Zostań przy Dub. To jego rdzeń i nie ma co kombinować.
Ale jeśli twoja realna potrzeba brzmi "chcę ładny krótki link z moją marką, kod QR, możliwość podmiany celu i uczciwe statystyki, które nie szpiegują ludzi", to Dub jest po prostu przerostem formy nad treścią. Wtedy cutty.dev załatwia sprawę bez konta na cztery usługi i bez wysyłania danych za ocean.
Scenariusz, który widzę najczęściej: freelancer albo trzyosobowy zespół podpina Dub, bo "nowoczesny", używa może 15% funkcji, a płaci za to utrzymaniem złożoności i niewygodnym pytaniem klienta o to, gdzie wędrują jego dane. W takim układzie lżejsze narzędzie to nie jest kompromis. To po prostu trafniejszy wybór.
Jak mało trzeba, żeby mieć porządne, prywatne linki, sprawdzisz najszybciej sam. Skróć pierwszy link na cutty.dev i zobacz, ile z tego całego aparatu Dub faktycznie było ci potrzebne.