Przejdź do treści
cutty.dev
Wszystkie posty

Czemu hosting w Unii Europejskiej

Decyzja o tym gdzie stoi serwer wydaje się techniczna. Dla ciebie jako użytkownika oznacza konkretnie kto może czytać twoje dane i pod jakim prawem działa narzędzie z którego korzystasz.

Inspektor ochrony danych w firmie dostaje od ciebie listę narzędzi do zaakceptowania. Przy każdym pyta o jedno: gdzie lecą dane. Przy skracarce linków, którą wrzuciłeś bez zastanowienia, okazuje się, że serwer stoi gdzieś w Ohio. I nagle prosta usługa za 9 dolarów miesięcznie wymaga aneksu o transferze do państwa trzeciego, klauzul SCC i półgodzinnej rozmowy, której nikt nie planował.

Znasz to. Większość popularnych narzędzi sieciowych, łącznie ze skracarkami, mieli twoje dane na serwerach w Stanach. Technicznie nic złego. Problem zaczyna się dopiero przy pytaniu "co dalej".

cutty.dev odpowiada na to inaczej, bo stoi w całości w Unii.

Gdzie fizycznie leżą twoje linki

Konto. Linki. Statystyki kliknięć. Zaszyfrowane hasła do chronionych adresów. Wszystko to siedzi na serwerach w UE i nigdzie się stamtąd nie rusza. Nie ma repliki w USA "na wszelki wypadek", nie ma kopii w Azji. Backupy też zostają w tym samym regionie, nie podróżują.

Co z tego masz?

Jeśli ktoś od zgodności pyta cię o transfery danych poza Europę, odpowiedź mieści się w jednym słowie. Nie ma. Nie dokładasz warstw umów dla amerykańskiego dostawcy, bo nie ma amerykańskiego dostawcy. Standardowy regulamin po prostu wystarcza. Działamy pod tym samym prawem co ty, z tymi samymi obowiązkami i tym samym prawem do żądania usunięcia danych.

Strona, na której nikt cię nie podgląda

Wejdź w narzędzia konkurencji i zerknij w kod strony. Zwykle znajdziesz tam zoo skryptów trzecich firm. Analityka, marketing automation, heatmapa, jeszcze jeden piksel od kogoś, o kim nigdy nie słyszałeś. Każdy z nich widzi, co robisz, i ma własne plany wobec tej wiedzy.

U nas tego nie ma. Tylko własne skrypty, kropka.

Statystyki kliknięć zbieramy sami, do własnej bazy, i nie sprzedajemy ich nikomu. Wygląda to tak: ktoś klika twój link, w bazie ląduje wpis z zahashowanym adresem IP, krajem, typem urządzenia i źródłem. Żaden bajt nie wychodzi na zewnątrz. Ty oglądasz to w panelu, my patrzymy na zsumowane liczby, żeby pilnować czy serwer żyje. Na tym koniec listy zainteresowanych.

A te 25 języków? Przecież tłumaczy je AI

Dobre pytanie i sam je sobie zadawałem. Interfejs cutty mówi po arabsku, chińsku, niemiecku, japońsku, po hebrajsku i w kilkunastu innych językach, a tłumaczy to model AI. Brzmi jak dziura w całej tej opowieści o prywatności, bo AI to przecież zwykle czyjeś API gdzieś daleko.

Tyle że tłumaczenia robimy u siebie. Model chodzi na naszej własnej infrastrukturze, lokalnie, i tekst z interfejsu nigdy nie opuszcza naszej sieci. Otwarte modele doszły do poziomu, którego dwa lata temu jeszcze nie było (sam się dziwiłem jak dobre to jest), więc nie ma powodu płacić komukolwiek za API ani wypuszczać danych za drzwi.

Co to znaczy w praktyce

Prowadzisz firmę w Polsce, Niemczech, gdziekolwiek w UE i RODO realnie cię dotyczy? A dotyczy każdego, kto przetwarza dane klientów. Wtedy cutty pasuje bez gwiazdek i bez dopisku "EU only" wciśniętego drobnym drukiem w cennik.

Jesteś freelancerem albo masz mały biznes na boku i całe to RODO brzmi jak coś dla korporacji z działem prawnym? Świetnie, bo nie musisz robić nic. Żadnej dodatkowej dokumentacji, żadnych aneksów. Narzędzie po prostu działa zgodnie z prawem, które i tak już cię obowiązuje.

Warto dorzucić, czego hosting w Europie tutaj NIE oznacza. Nie oznacza wolnego ładowania. Strona z Warszawy wstaje w pół sekundy, z Berlina, Pragi czy Madrytu tak samo. Nie oznacza też okrojonych funkcji. Linki, hasła, kody QR, statystyki, te 25 języków, cztery sposoby logowania, wszystko jest. Tylko prywatniej.

Masz twarde pytania? Pisz

Jeśli jesteś inspektorem danych, audytorem albo siedzisz w temacie zgodności i potrzebujesz konkretów o regionie serwera, backupach czy dostępie administracyjnym, napisz na [email protected]. Odpisuję tego samego dnia, na piśmie, bez wymijania.

A jeśli należysz do reszty, czyli ludzi, którzy chcą po prostu skrócić link i mieć spokój? Skróćcie pierwszy bez zakładania konta i zobaczcie, jak to chodzi. Reszta wyjaśni się w praniu.