Bl.ink alternatywa: enterprise kontra proste i prywatne (cutty.dev)
Bl.ink to platforma dla korporacji. Sprawdź, kiedy bl.ink alternatywa typu cutty.dev — prosta, prywatna, w UE — ma więcej sensu i nie przepłacasz.
Poniedziałek, dziesięć po dziewiątej. Szef wpada na Slacka: "ogarnij nam jakąś skracarkę linków, na piątek prezentacja". Wpisujesz w Google, klikasz pierwszy sensowny wynik, trafiasz na Bl.ink. Otwierasz cennik. Najtańszy plan startuje od kilkudziesięciu dolarów miesięcznie, a obok połowy ciekawszych funkcji wisi grzeczne "skontaktuj się z działem sprzedaży". Siedzisz chwilę i myślisz: zaraz, ja chcę tylko skrócić link na newsletter.
I to jest właśnie ten moment, którego nikt głośno nie nazywa. Czy ty naprawdę potrzebujesz platformy dla korporacji, czy po prostu chcesz, żeby link działał, ładnie się nazywał i nie sprzedawał danych twoich odbiorców na boku?
Od razu uczciwie: Bl.ink nie jest kiepski. Jest świetnie zrobiony do tego, do czego powstał. Cały ten tekst jest o czymś innym. O tym, gdzie kończy się sens dużej platformy, a zaczyna sens małego, prywatnego narzędzia. I kiedy bl.ink alternatywa typu cutty.dev jest po prostu rozsądniejszą decyzją niż drugi enterprise w portfelu.
Komu Bl.ink naprawdę służy
Bl.ink celuje w działy marketingu w średnich i dużych firmach. Z tego jednego założenia wynika cała reszta.
Masz role i uprawnienia: kto tworzy linki, kto edytuje, kto w ogóle widzi raporty. Masz SSO, SAML, zespoły, ślad audytowy. To wszystko ma sens, kiedy w jeden link klika czterdzieści osób z sześciu działów i ktoś z compliance pyta, kto co opublikował. Masz głęboką analitykę: segmentacja po lokalizacji, urządzeniu, kampanii, wpięcia do narzędzi BI. I masz cennik liczony od użytkownika albo od linku, czyli płacisz za skalę, którą platforma z góry zakłada, że posiadasz.
Prowadzisz marketing w korpo, z procesami i powierzeniami przetwarzania? To jest narzędzie dla ciebie. Serio, bez ironii. Tylko zadaj sobie jedno pytanie. Ile z tych funkcji realnie odpalisz w ciągu miesiąca?
Kiedy ta cała moc zaczyna ciążyć
Kłopot zaczyna się dokładnie wtedy, gdy nie jesteś tym enterprise, dla którego to zbudowano.
Płacisz abonament za panel, w którym używasz może dziesięciu procent. Logujesz się przez ekran z dziesięcioma sekcjami, żeby skrócić jeden adres na mailing. Chcesz, żeby koleżanka z zespołu też mogła wrzucić link, więc najpierw musisz ją zaprosić do "zespołu", nadać rolę, bo inaczej nie kliknie nawet przycisku. Dużo ceremonii wokół rzeczy, która powinna zająć dziesięć sekund.
Jest druga sprawa, łatwa do przeoczenia, kiedy człowiek zachłysnie się wykresami. Im głębszy tracking, tym więcej danych o twoich odbiorcach trzyma ktoś trzeci. Pełen profil kliknięcia to pełne IP, odcisk przeglądarki, ścieżka po stronie. Dla analityka BI: paliwo. Dla ciebie, jeśli wysyłasz ten link do klientów w Polsce czy reszcie UE: kolejny podmiot przetwarzający, kolejna umowa powierzenia i kolejne pytanie od inspektora ochrony danych, "gdzie to fizycznie leży".
Cutty idzie z drugiej strony
Cutty startuje z odwrotnego założenia. Większość ludzi nie chce platformy. Chce narzędzia, które robi jedno i robi to dobrze.
Dane i hosting siedzą w Unii Europejskiej, bez wycieczki przez serwery za oceanem i bez gimnastyki z mechanizmami transferu. IP nie ląduje w bazie w czystej postaci, jest hashowane, więc dostajesz liczbę kliknięć bez budowania kartoteki osoby po drugiej stronie. Wiesz, że link żyje i że ktoś go otworzył. Nie wiesz, z jakim odciskiem przeglądarki ani spod jakiego dokładnie adresu, i to jest właśnie sens. Nie zakładasz konta, żeby wystartować, i nie tworzysz "zespołu", żeby skrócić jeden adres. Końcówka jest twoja, markowa, a nie losowy ciąg, który wygląda jak kupon z loterii.
To nie jest okrojony Bl.ink z wyłączonymi suwakami. To inna filozofia. Mniej zbiera, mniej przechowuje, mniej od ciebie wymaga.
Na sucho, w tabelce
| Co | Bl.ink | cutty.dev |
|---|---|---|
| Profil odbiorcy | pełna analityka, pełne IP | statystyki bez profilowania, IP hashowane |
| Wejście w narzędzie | konto + zespół + role | działa od razu, bez konta |
| Lokalizacja danych | zależnie od planu | UE domyślnie |
| Model | platforma per seat | proste narzędzie |
| Dla kogo | dział marketingu w korpo | twórca, mała firma, freelancer |
Trzy pytania, zanim podpiszesz cokolwiek
Pierwsze. Ile osób u ciebie realnie tworzy linki? Jedna, może trzy? To zapomnij o rolach i SSO, to nie twój problem.
Drugie. Czy ktokolwiek analizuje wam dane na poziomie BI, z prawdziwego zdarzenia? Jeśli nie, to głęboki tracking jest dla ciebie kosztem, nie wartością. Płacisz za przechowywanie danych, które i tak nigdy nie otworzysz.
Trzecie. Czy twoi odbiorcy są w UE i czy ktoś u ciebie zadaje pytanie "gdzie to leży"? Jeśli tak, prywatność i hosting w Europie odwalają robotę za ciebie, jeszcze zanim ktokolwiek zapyta.
Odpowiedziałeś trzy razy "u nas jest prościej"? To szukasz lekkiej bl.ink alternatywy, a nie drugiej platformy korporacyjnej. Możesz to sprawdzić w minutę: wejdź na cutty.dev, skróć pierwszy link bez zakładania konta i zobacz, czy w ogóle czegoś ci brakuje.
Bo płacenie za moc, której nigdy nie dotykasz, to nie inwestycja. To abonament za samo poczucie, że "mamy poważne narzędzie".